AB schrieb in Nachricht ...
matusm wrote:
> > Wydaje mi sie, ze tak! Otoz po raz pierwszy nikt z
> > prawicowcow nie uraga tym co glosowali plecami a wrecz przeciwnie w
> > komentarzach mozna odczuc sugestie, iz ci co
> > nie poszli do urn to w zasadzie uratowali honor Polakow! I jest w tym
> > duzo prawdy!
> Dziekuje,,,,,,,,,,dziekuje
> W przyszlosci prosze sie mnie zapytac jaka nalezy
> przyjac strategie dzialania by wybor byl optymalnie dobry
> Co do reszty???
> Wszyscy przywodcy sie nie sprawdzili,Dlaczego????
http://dzisiaj.dziennik.krakow.pl/
TADEUSZ
JACEWICZ: Z
bliska
Trzeba sie
przygladac
Nie dajmy sie
hipnotyzowac magia
stanowisk, liturgia wladzy,
tymi limuzynami
rozpychajacymi sie na
ulicach, nadpobudliwymi
gorylami i klaniajacymi sie
z falszywym usmiechem
urzednikami
Mam hobby, uprawiane przy
okazji ogladania telewizji.
Kiedy w programie
publicystycznym lub
informacyjnym pokazuja nie
znanego mi dotychczas
osobnika, usiluje go
blyskawicznie zdefiniowac.
Pojawiajacy sie naleza do tzw.
osob publicznych, wiec -
niestety - definicje czesto nie sa
pochlebne. Duren, pijaczek,
przekret - to najczesciej
powtarzajace sie okreslenia.
Oczywiscie, niekiedy sie myle,
ale czasem za kilka miesiecy
lub kilka lat przychodzi
potwierdzenie. Kogos gdzies
zamknieto, skads wyrzucono,
zaczeto mowic z pogarda.
Pierwsze wrazenie bylo sluszne.
Nie wiem, czy to cecha
wrodzona, czy skutki szkolenia,
ale pilna ocena rozmowcow jest
zelazna zasada przybyszow z
Zachodu. Celuja w tym zwlaszcza
Amerykanie. Kiedy amerykanski
polityk czy przedsiebiorca spotyka
po raz pierwszy kogos, z kim
bedzie mial kontakty, wpatruje sie
wen zachlannie. Amerykanie (i
Brytyjczycy) maja dluga litanie
okreslen, ktore przyklejaja swoim
rozmowcom jak metki na towarze
w supermarkecie. Dla nich
czlowiek moze byc "winner" (ten,
ktory wygrywa) lub "loser"
(przegrywajacy), "genuine"
(prawdziwy) lub "fake" (sztuczny,
falszywy). W polityce liczy sie, czy
ktos jest "straight" (otwarty,
szczery), czy "shifty" (kretacz). W
biznesie z kolei badaja natomiast,
czy ktos jest "honest" (uczciwy)
czy "crook" (kanciarz). Lubi sie
ludzi "tough" (twardych), pogardza
"moaners" (tymi, ktorzy nieustannie
jecza).
To nie sa okreslenia czynione na
uzytek towarzyskich konwersacji.
Jesli do kogos przywrze opinia, ze
na ogol przegrywa i zajmuje sie
najchetniej narzekaniem, wowczas
jego szanse w zyciu sa smetne.
Kariere i pieniadze robia na
swiecie "doers" (ci, ktorzy potrafia
cos zrobic), a nie "talkers"
(specjalisci od kwiecistego
gadania). Klasyfikacja ludzi
wedlug niepisanych, ale twardo
stosowanych kryteriow jest
waznym elementem sprawnosci
systemu. Ameryka jest tak potezna
m.in. dlatego, ze potrafia tam
dobierac wlasciwych ludzi na
odpowiednie stanowiska.
Polanalfabeta nosi tam kartony w
supermarkecie, a nie zasiada w
parlamencie.
Interesujace jest, co anglosascy
ogladacze mowia o niektorych
naszych luminarzach sceny
publicznej - politycznej i
biznesowej. Niestety, rzadko
wystepuja superlatywy, wrecz
przeciwnie. W skroconym
slowniku definicji naszych
prominentow pojawiaja sie czesto
"idiot", "moron" (tuman), "half-wit"
(polglowek) i podobne
komplementy. Kiedys po wizycie u
jednego z ministrow zapytalem
prezesa wielkiej korporacji
amerykanskiej, co o nim sadzi.
"Pompous idiot" (pompatyczny
idiota) - odpowiedzial. Rozczulilo
mnie to okreslenie. Lepiej tego
wazniaka nie mozna by
zdefiniowac.
Niech sie wiec nikt nie dziwi,
jesli przy pierwszym spotkaniu
zauwazy, ze zagraniczni rozmowcy
pochlaniaja go wzrokiem. To nie
jest fascynacja ani milosc od
pierwszego wejrzenia. To zimna,
profesjonalna ocena, po ktorej
pojda wnioski. Czy warto
rozmawiac i tym bardziej
wspolpracowac, czy trzeba
machnac reka? Czy jest szansa
partnerskiego wspoldzialania, czy
lepiej ograniczyc sie do pustych
frazesow? Pierwsze spotkanie jest
ogromnie wazne. Poxniej moga
byc nastepne, albo nastapi cisza.
Nie pisze o tym, zeby
opowiadac ciekawostki ze swiata,
ale zeby zachecic do
nasladowania. Proponuje zaczac
sie przygladac. Patrzec czujnym,
uwaznym wzrokiem na tych,
ktorzy nas reprezentuja, ktorzy
obracaja naszymi pieniedzmi i
podejmuja w naszym imieniu
decyzje. Nie dajmy sie
hipnotyzowac magia ich stanowisk,
liturgia wladzy, tymi limuzynami
rozpychajacymi sie na ulicach,
nadpobudliwymi gorylami i
klaniajacymi sie z falszywym
usmiechem urzednikami. To
wszystko sa dekoracje. Nas
powinno interesowac, jaki
naprawde jest ten, komu placimy i
od kogo powinnismy duzo
wymagac.
Uwazne spojrzenie niekiedy
wystarczy, zeby skutecznie ocenic
zalety i wady osoby publicznej.
Dokonajmy szybkiego rachunku
sumienia. Czy ktos z nas mial
kiedykolwiek watpliwosci co do
zdolnosci umyslowych, wiedzy i
rzetelnosci sporej grupy
wynalazkow politycznych,
zaludniajacych nasz parlament?
Czy nie bylo widac golym okiem,
ze mozna oczekiwac szwindli po
kilku ministrach? Przeciez w
dobrze prowadzonym sklepie
samoobslugowym za niektorymi
poslami chodzilby personel, zeby
cos nie zginelo. To widac, to
slychac, a i pewno czuc.
Ktos moze zapytac, co wynika z
takich obserwacji, nawet jesli
bedziemy je czynic. Wynikac
powinno nasze nastawienie do
samych zainteresowanych i do
partii, ktore reprezentuja. Trzeba
tym ludziom mowic wprost, co o
nich myslimy, nie temperujac
specjalnie jezyka. My im placimy i
nie musimy sie krepowac. Ludzi
do rzadzenia trzeba
selekcjonowac, jak zywine do
hodowli. Brac tylko najlepszych,
innym pokazywac drzwi.
Zacznijmy sie przygladac. I
zacznijmy mowic glosno o tym, co
widzimy. Z polska elegancja, ale
amerykanska energia. Takie
wypuszczanie powietrza z
nadetych polglowkow moze byc
przyjemne. Na pewno tez bedzie
pozyteczne.